docentbartek
docentbartek.blog.interia.pl
<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Księga gości
 
O mnie
docentbartek
35
,
Gdańsk
Słówko o mnie
Zobacz mój profil
Oddaj głos na mojego bloga!
Aktualna liczba głosów:
 
389
Notki
powróciłem 2010-10-11
    Długo mnie nie było. To wszystko przez to, że zbyt wiele się w moim życiu wydarzyło.
    Otóż, mój wyjazd do Słupska okazał się kompletną pomyłką. Pracodawca okazał się człowiekiem niegodnym zaufania, wobec czego po miesiącu i kilku dniach wróciłem do Gdańska. Udało mi się wrócić na stare śmieci, czyli do Galerii. Co prawda w innej firmie, ale w to samo miejsce. Pracowałem tam do maja. Od lipca pracuję w innej firmie, ale nie narzekam.
    To tyle jeśli chodzi o sprawy zawodowe. Jeśli idzie o życie prywatne, to wydarzyło się sporo. Pewnej pięknej październikowej soboty roku ubiegłego poznałem Piotra. To był przypadek. Wszedłem na czat i zacząłem rozmawiać z kimś, kto miał nick "Gda_sympatyczny". To był Piotr. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać kilkanaście minut po dziesiątej rano. Skończylismy wieczorem. Okazało się, że Piotr jest szalenie inteligentnym rozmówcą. Rozmawiało mi się z Nim znakomicie. Piotr uczciwie mi zapowiedział, że sam nie wie czego dokładnie oczekuje po rozmowie ze mną, tym bardziej że ma żonę i dziecko. I tak jakoś rozmawialiśmy a mnie coraz bardziej ta rozmowa wciągnęła. Przegadaliśmy całą sobotę i całą niedzielę. A w poniedziałek umówiliśmy się na kawę. Ta kawa była umówiona na 14. Od rana w pracy dziewczyny same zauważyły że jestem jakiś inny. No i spotkaliśmy się. To było coś. Obaj patrzeliśmy na siebie jak zahipnotyzowani. I tak już zostało. Spotykamy się z Piotrem już prawie rok. Wiemy obaj, że to trudne uczucie, ale zamierzamy je pielęgnować, w nadziei, że się uda. W międzyczasie poznałem jego córkę. Jest sympatyczną dziewczynką i nawet mnie polubiła. Oczywiście oficjalnie jestem Piotra przyjacielem. Piotr tkwi w tym związku głównie ze względu na nią. Choć mam wrażenie, że zarówno córka jak i żona Piotra zaczynają się czegoś domyslać. Ostanio sama zapytała Piotra czy idzie na spacer ze mną. Mam nadzieję że nam się uda, choć wiem że to może potrwać kilka lat. Pewnie do czasu aż mała będzie dorosła. Wcale się nie dziwię, ona ma świetny kontakt z Piotrem. No cóż mam nadzieję, że będzie dobrze.
    A tutaj postaram się zaglądać częściej. Pozdrawiam wszystkich, a szczególnie dwie fantastyczne kobiety, Renatę i Eurynikę. Zawsze wspierały mnie, kiedy miałem problem. Dziękuję Wam.
jak u Barei: zmiany, zmiany, zmiany:) 2009-08-05
    Chińczycy mają przekleństwo: "Obys żył w ciekawych czasach". Ja chyba jestem tym przekleństwem dotknięty. Jak zwykle coś się dzieje. I to nie tylko w życiu prywatnym.
    Właśnie podjąłem decyzję, zmieniam pracę. Od października wyjeżdżam do Słupska i zaczynam pracę w pięknym hotelu. W Słupsku będę kims nowym, na szczęście mam wspaniałego przewodnika. Grześ, bo o nim mowa jest niesamowitym facetem. Zobaczymy co z tego wyjdzie ale mam wrażenie, że ucieszyl się że przenoszę się w Jego okolice. Ja zresztą też bardzo się cieszę z tego powodu. Będę miał teraz okazję poznać Go bliżej. Mam równiez nadzieje, na coś więcej. Jutro wybieram się do Słupska obejrzec mieszkanie i spotkać się z włascicielem hotelu, ale przezde wszystkim z Grzesiem. I to będzie clou mojej wyprawy:).
    Tak więc po powrocie napiszę coś więcej, dziś nie mam za bardzo czasu bo mam kilka zajęć, ale jeszcze może tutaj zasiądę:)
kto powiedział że będzie lekko???? 2009-07-24
    U mnie jak zwykle nie może być nudno. Takie przekleństwo chyba.  W pracy zaczynają się schody. Wybrano firmę, która będzie zarządzała galerią. Niestety dla mnie, firma ta nie przewiduje mojego stanowiska. W związku z tym nie wiadomo co ze mną w tej galerii dalej będzie. Na razie zostaję, ale co potem??
    Na szczęście dostałem pewną propozycję ze Słupska i zamierzam z niej chyba skorzystać. Grzesiu się ucieszył. Ja w sumie też:). Mieszkanie właściwie mam już załatwione. Podobnie jak z pracą pozostaje dograć szczegóły.
    Ale daję radę. Najgorsze są samotne wieczory. Czasem wieczorem zaczynam mysleć i dochodzę do wniosku że jestem do niczego. Tak naprawdę nie jest to wniosek dobry, wiem że czasem komuś się przydaję. Byle do rana. Rano do pracy, to mam zajęcie i wtedy jakoś mi lżej. Nie umiem byc samotny. I to jest chyba mój największy problem. Radzę sobie jak mogę i na razie wygrywam. I tak powinno pozostać.
    Jutro trochę zajęć, mamy mistrzostwa polski skuterów wodnych. Nasza galeria jest głównym sponsorem i trochę roboty jest. Zaraz idę spać, bo rano pobudka. Pozdrawiam wszystkich czytających te wypociny. Do następnego razu.
toczy się życie..... 2009-07-12
    Jak już obiecałem, postaram się pokazywać częściej. Otóż życie niesie mnóstwo niespodzianek. Udało mi się poznać fajnego chłopaka. Nie wiem co z tej znajomości wyniknie, ale jest to ktoś godny i warty uwagi. Grześ jest szalenie sympatycznym i fajnym chłopakiem. Jest inteligentnym rozmówcą, mamy podobne gusta muzyczne i kilka innych cech.  Do tego bardzo mnie pociąga fizycznie. Jest przystojnym mężczyzną, a jednocześnie zupełnie normalnym, a nie chodzącym nadęciem. Przyjechał dzisiaj na spotkanie ze znajomymi i przy okazji mieliśmy okazje poznać się osobiście na kawie. Jestem bardzo zadowolony z tego spotkania. Mam nadzieję, że może uda się tę znajomość przekształcić w coś więcej, ale na to potrzeba czasu.
    W pracy w miarę spokojnie. Za kilka dni zostanę pełnoprawnym obywatelem miasta Gdańska. Z Gryfic już się wymeldowałem, a w Gdańsku zamelduję się w tym tygodniu. Od tego momentu będę wiódł normalne, nudne życie jako gdańszczanin. Cieszę się z tego, bo polubiłem bardzo to miasto. Pokochałem wręcz. Ma ono swój klimat, zalety i inne bolączki, ale wszystko to razem stanowi fantastyczne miejsce do życia. Wraca mi do niego ochota. I to jest jedna z najważniejszych dla mnie informacji minionych dni. Naprawdę, warto żyć. I tego zamierzam się trzymać:)
"A ja jestem proszę Pana na zakręcie..." 2009-07-09
    Długo nie pisałem. Byłem szczęśliwy, zapracowany i nie miałem czasu. A działo się sporo. Krzyś stuknął autem, potem kupilismy drugie i takie tam. A potem wszystko rozleciało się jak domek z kart.  Przez moją głupotę. Czasem błąd można naprawić szybko i bezboleśnie, a czasem tego się zrobić nie da. To co zrobiłem to był efekt czystej głupoty i działania w stylu: ok, już dla swiętego spokoju to zrobię i do widzenia. Niestety wiedząc, że to głupota nie przyznałem się do błędu, bo do czego, jak do czego, ale do głupoty przyznać się jest najtrudniej. No i zostałem znów sam.
    Oczywiście zostajemy z Krzysiem przyjaciółmi, za bardzo go lubię, szanuję i kocham, żeby o nim całkiem zapomnieć. Ale nie zmienia to faktu, że razem już nie jesteśmy i nie będziemy. Czas zacząć szukać dalej. Może znów okażę się dzieckiem szczęścia i znajdę kogoś, z kim będę się czuł bezpiecznie i spokojnie, z kim będę chciał iść przez życie. Pewnie nie będzie to już to samo, ale lepsze to niż samotność.
    Nie mam wyjścia, muszę być twardy, bo inaczej zwariuję albo sobie coś zrobię. Ale na szczęście mam jeszcze przyjaciół i to jest bardzo ważne. Ostatnio odezwał się znów do mnie Kamil. Wraca do Polski. Na razie na wakacje, ale od października chce kontynuować studia i zacząć pracę jako nauczyciel niemieckiego w szkole. Niewykluczone że w Gdańsku. Byłoby bardzo miło, zważywszy że potrafimy gadać ze sobą godzinami o różnych rzeczach. Mam wrażenie, że nadajemy na tych samych lub podobnych falach. Ale poczekamy zobaczymy.
    A teraz na koniec przeprosiny za tak długą nieobecność. Przeprosiny kieruję do wszystkich czytelników, jednak szczególne należą się jak zwykle Renacie, Eurynice i tajemniczemu komuś, kto systematycznie oddaje na mojego bloga głosy. Dziękuje i przepraszam, będe teraz bywał tu znacznie częściej.
wielkie otwarcie:) 2009-03-18
    Długo nic nie pisałem. Wynika to nie z lenistwa czy braku tematów, lecz najzwyczajniej w świecie z braku czasu. Mnóstwo pracy zakończonej wczorajszym bankietem i dzisiejszym wielkim otwarciem. Wreszcie galeria, w której pracuję otwarła swoje podwoje. Pomimo różnych przeszkód udało się zakończyć prace w terminie. Wszystko byłoby fajnie, bo choć strasznie zmęczony, to w sumie szczęśliwy że już koniec. Jest jedno tylko małe ale... Na moim zmęczeniu cierpi Krzysiu. Nie mam dla Niego tyle czasu, ile chciałbym mieć, nie mogę z Nim spędzać tyle czasu ile chciałbym spędzać. Wiem, że On to rozumie i nie ma mi za złe, ale jest mi przykro, że jestem tak zajęty. Bardzo Go kocham i jestem szczęśliwy, że jest ze mną. Nigdy w życiu nie byłem w takim stanie jak teraz. Wreszcie życie zaczęło mi się układać. Mam fantastycznego chłopaka, powiem więcej - męża, kochających rodziców i świetną rodzinę. Zawodowo, jak na razie jest dobrze, właściwie nic mi do szczęścia nie brakuje. Tak jeszcze nie miałem w życiu. Mam dla kogo i po co żyć, wiem, że jestem potrzebny i kochany. Dzisiejszy tytuł tak naprawdę tyczy się nie tylko mojej pracy, ale całego życia. Tak naprawdę mogę powiedzieć, że to wielkie otwarcie nowego etapu mojego życia. Ten etap jest etapem szczęścia i pomyślności wbrew światowemu kryzysowi. Mam to, co najważniejsze w życiu: swoją drugą połówkę jabłka, pracę, którą lubię, miłość rodziny zarówno do mnie jak i Krzysia, znakomitych przyjaciół i znajomych.
    Czego sobie i wszystkim życzę.
to był rok:) 2009-01-07
    Znów coś skrobię. Jak co roku na początku roku nowego podsumowuję stary. Oj działo się i to sporo. Chińczycy mają takie przekleństwo: "obyś żył w ciekawych czasach", i w takich przyszło mi żyć. 
    Początek roku był taki sobie. Kłopoty w poprzedniej pracy, w końcu stamtad odszedłem. Potem wypadek autem i dowiedziałem się, że muszę o siebie dbać. W międzyczasie poznałem Marcina, który stał się dla mnie jednym z najlepszych przyjaciół. Poznałem również jego rodzinę, fantastyczni ludzie. Potem poznałem Piotra, a właściwie on poznał mnie. Zapowiadało się ciekawie, ale okazało się, że to nie to. Potem wyjazd do Warszawy do pracy. Wtety też poznałem Rafała. Niestety, nie byliśmy w stanie się dogadać. Cóż, życie.
    Po powrocie do Gdańska pewne komplikacje z moim byłym współlokatorem. We wrześniu się wyprowadził. W lipcu poznałem Krzyśka. Nic nie zapowiadało na poczatku, że ta znajomość przerodzi się w cokolwiek więcej. Wtedy też poznałem korespondencyjnie Kamila. Uważam go za swojego przyjaciela, choć tylko wirtualnego niestety. We wrześniu znajomość z Krzyśkiem przerodziła się w związek. Zakochałem się w Nim, on we mnie też. Niestety z pewnych względów w październiku się rozstaliśmy, jak się okazało nie na długo. Wtedy miałem doła niestety. Pod koniec września rozpocząłem pracę w nowym miejscu. Trafiłem na bardzo fajną ekipę. Mam nadzieję tam zostać na dłużej. W listopadzie okazało się, ze jeden z moich przyjaciół zaraził się nie ze swojej winy wirusem HIV. Na szczęście nie jest chory więc mam nadzieję, że nie zachoruje przez bardzo długi okres. Pod koniec listopada znów zeszliśmy się z Krzyśkiem. Wiem, że go kocham i to z wzajemnością. Na razie mieszkamy oddzielnie, ale mam nadzieję, że ten stan nie potrwa juz zbyt długo.  Świeta w Gryficach, Sylwester w Gdyni. Stary rok zakończył się dla mnie bardzo dobrze. Jestem teraz naprawdę szczęśliwy, mam dla kogo żyć, nie jestem sam. Kocham i jestem kochany i to jest najważniejsze.
    Wszystkim czytającym życzę, aby ten nowy rok był nie gorszy od poprzedniego. Aby każdy z czytelników, jeśli nie ma, to żeby znalazł, a jeśli ma to żeby pielęgnował swoją miłość. Każdemu z osobna i wszystkim razem życzę zdrowia, zdrowia i jeszcze raz pieniędzy. I oby do wiosny, bo mnie w tym Gdańsku dzisiaj zupełnie zasypało.
    Jeszcze raz wszystkich pozdrawiam serdecznie.


co za pogoda:) 2008-12-09
    Znów siadłem do komputera i piszę. Na dworze pogoda niby nienajgorsza, a jednak paskudna. Teoretycznie jest ciepło, szczególnie jak na grudzień, ale po nosie wieje. Do tego straszna wilgoć, co powoduje ciągłe marznięcie. To w pracy. Budowa trwa i ostatnio zaczyna się coś dziać. Widać postępy.
    W życiu prywatnym powoli, ale do przodu. Jednak nie pojedziemy do Wilna. Taka podróż samochodem byłaby zbyt męcząca, bo drogi w tamtą stronę są cokolwiek kiepskie. Wybieramy się do Berlina, bo to piękne miasto. Autem pojedziemy do Szczecina, a stamtąd pociągiem do stolicy Niemiec. Znam troszkę to miasto i za każdym razem podoba mi się coraz bardziej. w drodze powrodnej zamierzamy wpaść do Ewy na kawę, a potem po drodze do moich rodziców. Jak się uda, to zostaniemy w Gryficach na noc. Wszystko zależy od tego czy Krzysiek dostanie wolne w niedzielę. Jestem szczęśliwy i chcę, ba, mam nadzieję, a nawet mocno w to wierzę, że uda nam się żyć długo i szczęśliwie. Może to jak w bajce, ale chyba tym razem to jest bajka i to mogąca się ziścić. Chcę tego jak niczego na świecie.
    Hihi, nigdy bym nie powiedział, że uwierzę w bajki, tym bardziej takie których jestem bohaterem. Ale teraz wierzę i mam nadzieję, że tak będzie dalej. zreszta to nie jest bajka tylko życie i oby tak dalej. Dzięki za wsparcie.
byle do przodu:) 2008-12-05
    Dziś jestem znów szczęśliwy. Wróciliśmy do siebie. Wczoraj poszliśmy z Krzysiem na małe zakupy i potem ucięliśmy sobie poważną rozmowę. W jej wyniku zdecydowaliśmy że jednak wracamy do siebie, bo ta chemia działa. Ja Go po prostu kocham i to bez względu na wszystko.
    Rano w pracy "moje" dziewczyny zapytały tylko, co się stało, bo jestem jakiś taki w skowronkach. Oczywiście powiedziałem o co idzie i dostałem gratulacje. Potem rozmawialem z Ewą i też było ok. Mało tego, powiedziała mi, że tak naprawdę to nie wróciliśmy do siebie, bo ona twierdzi, że nigdy od siebie nie odeszliśmy. Coś w tym jest.
    Święta co prawda spędzimy osobno, sylwester w większym gronie, ale zaraz po nowym roku mamy nadzieję wybrać się na kilka dni do Wilna. Tam nas jeszcze nie było. Jak nie Wilno to może gdzie indziej, ale razem, to najważniejsze:)
    Kończę, bo porto w szklaneczce się kończy i czas iść spać. Może jutro znów coś naskrobię:)
powrót 2008-11-27
    Wszystkich razem i każdego z osobna przepraszam. Przepraszam za moją długą nieobecność. Najpierw spowodowana pracą, bo jak się ciągnie dwie sroki za ogon, to na nic innego nie ma czasu. Potem wyjazd na wschód, a na koniec coś, co najpierw zajęło mi umysł a teraz zmusza do pisania.
    W moim życiu jak zwykle wiele się dzieje. W międzyczasie doszło do tego że podjęliśmy z Krzyśkiem decyzję, że jednak nie będziemy razem, nad czym boleję bardzo. Ale zostaliśmy dobrymi przyjaciółmi, widujemy sie i gadamy całkiem sporo ze sobą. Mówią, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale ja chętnie bym do niej wszedł tym razem. Nie wiem tylko, czy będę miał taką możliwość. Czas pokaże.
    W pracy wszystko do przodu, niestety w życiu nie do końca. Okazało się że jeden z moich przyjaciół jest pozytywny. Nie ze swojej winy został zarażony wirusem HIV. Niby człowiek wie co to takiego, ale jak się dowiedziałem to zrobiło mi się źle. Głównie dlatego, że dotąd nie sądziłem, że to może dotknąć mnie osobiście, czy też osobę mi bliską. Niestety.
    Z pewnych wzgledów też musiałem zrobic sobie badania. Jest ok. Niemniej jednak stracha miałem wielkiego. Choć to, że jestem zdrowy wcale jakoś nie poprawiło mi humoru. Nabardziej mnie boli, że nie mogę temu mojemu przyjacielowi pomóc, choć wiele bym dał żeby wszystko było znów ok. W każdym razie na pewno będę szedł mu z pomocą, jeśli tylko będzie taka potrzeba. Zbyt wiele znaczy dla mnie ten mój przyjaciel, żebym miał z tego powodu odwrócić się do niego, jak niektórzy. Uświadomiłem sobie też jeszcze jedną rzecz. Mianowicie, gdyby to trafiło na mojego chłopaka i to do tego w takich okolicznościach to na pewno nie zmieniłoby to moich uczuć w stosunku do niego. I na pewno nie można byłoby mówić że byłbym z nim z litości. Wiem, są to rozważania teoretyczne, ale wiem też, że to może trafić kiedyś na mnie. Może te słowa przeczyta ten mój przyjaciel. Jeżeli to przeczyta to będzie wiedział, że bez względu na wszytsko ja się go nie wyprę.
   Dobra czas przestać płakać. Euryniko, Renato dziękuję Wam za to, że pamiętacie, za to że jesteście. Dzięki Wam, między innymi ten swiat jest lepszy i łatwiejszy do życia. Obiecuję że będę znów pisał, teraz pracuje tylko na jeden etat. Pozdrawiam serdecznie.

Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
1637
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
117
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
5
Zobacz serwisy INTERIA.PL